Forum Watchtower: Dzieci-głosiciele - Forum Watchtower

Skocz do zawartości

  • 8 stron +
  • « Pierwsza
  • 6
  • 7
  • 8
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Dzieci-głosiciele

#141 Użytkownik nie jest zalogowany   qwerty 

  • Elita forum (> 1000)
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Członkowie
  • Postów 2138
  • Rejestracja: 2003-12-15
  • Płeć:Male

Napisano 2010-11-12, godz. 14:31

Wyświetl postUżytkownik Ida dnia 2010-11-10, godz. 00:37 napisał

Super vin, że potrafisz z humorem podejść do świadkowskiego, wątpliwego dziedzictwa i kształtowania wg prawideł WTS-u. Edukacja religijna padła na podany grunt, aż miło popatrzeć. ;) :D
Każde z dzieci praktykujących śJ odebrało swoiste i "najlepsze" szkolenie. Zanim obudziła się w nas świadomość poddawania niekorzystnej manipulacji byliśmy zalążkami prawowiernych, dobrze zapowiadających się, lojalnych świadków. Pewnie wtedy byliśmy najbliżej i najszczerzej Organizacji, tacy czyści i bezinteresowni jak nowe osoby przybywające do zboru w dojrzałym wieku na początku, kiedy wierzą całym sercem w jedyną słuszną prawdę stacjonujacą w wyznaniu śJ. Szybko wyrośliśmy z naiwności. Może za szybko jak na dzieci.

Jako dziecko, miałam problem, nie wiedziałam jak dokładnie wyliczyć rok 1914 jako początek pokolenia które miało nie przeminąc aż to się wszystko stanie. To latanie po biblii żeby jeden werset stąd drugi skądinąd.... że 2500 tys lat z daniela, żeby zaraz policzyć dzień za rok z innej księgi. ( z Psalmów? czy Przypowieści? już nie pamiętam ;) ) A przecież O TYM SIĘ GŁOSIŁO OD CHAŁPY DO CHAŁPY! Poniewaz nie umiałam tego zrozumieć,
ZAUFAŁAM swojemu ojcu. Pomyslałam, że on jest mądrzejszy odemnie, i skoro ON jest tego pewnien, więc ja przyjmę to na wiarę i nie bedę dochodzić.
Zawiodłam się.
Mój Ojciec okazał się nieodpowiedzialny, nie zbadał wszystkiego dokładnie. Wskazał mi złą drogę.
Dlatego ja swoim dzieciom drogi nie wskażę, będę rozmawiać, dyskutowac, filozofować, mówić jak ja myślę i dlaczego tak myślę.... ale wybranie komuś drogi to duża odpowiedzialność.
nie potrafiłam uwierzyć.......

#142 Użytkownik nie jest zalogowany   Ida 

  • Domownik forum (501-1000)
  • PipPipPip
  • Grupa: Członkowie
  • Postów 715
  • Rejestracja: 2009-03-18
  • Płeć:Female

Napisano 2010-11-12, godz. 23:48

Qwerty, mam nadzieję, że nie obwiniasz siebie za zaufanie swemu ojcu, dokonane na wyrost. Oczekujemy od rodziców właściwego pokierowania życiem dzieci z uwzględnieniem ich osobistego, końcowego zdania. Rodzice nie są jednak idealni i sami popełniają błędy. Nie powinni zatem grać roli boskich, wszechpotężnych opiekunów, ostatecznej wyroczni dziecięcych dróg i wyborów. Jeśli wchodzą w mit rodzica doskonałego, posiadającego zawsze rację, bez sprawdzenia jej prawdziwości i wprowadzają swoje pociechy w błąd, uparcie trwając przy własnych spaczonych poglądach to przebaczenie im może okazać się nie lada wyzwaniem. Zgodnie z założeniami etyki chrześcijańskiej wielu wierzy, że przebaczenie winowajcom jest jedynym krokiem niezbędnym do osiagnięcia wewnętrznego spokoju. Przebaczenie jednak powinno wypływać z serca, po oczyszczeniu z powstrzymywanych, negatywnych emocji. Przebaczyć znaczy zapomnieć rany zadane w dzieciństwie i młodości. Jeśli rodzice nie poczuwają się do odpowiedzialności i zaprzeczają niewłaściwemu traktowaniu swoich dzieci, zapomnienie doznanych razów moze być zdaniem niełatwym. To znaczyłoby udawać, że nic się niestało. A przecież czujesz się skrzywdzona i masz prawo o tym powiedzieć otwarcie swoim rodzicom. Może oni nie widzą jak Cię zranili, albo nie chcą zobaczyć.

Cytat

Dlatego ja swoim dzieciom drogi nie wskażę, będę rozmawiać, dyskutowac, filozofować, mówić jak ja myślę i dlaczego tak myślę.... ale wybranie komuś drogi to duża odpowiedzialność.

Bardzo dobre założenia. :) Otwartość wobec własnych dzieci i nie narzucanie im swojej wizji świata to również znaczący etap na drodze do oczyszczenia z niszczących emocji, jakich doznaliśmy będąc dziećmi śJ. Nie wymagaj od siebie jako rodzica doskonałości. My też możemy zbłądzić w roli opiekuna naszych dzieci. Zdarza się nierzadko, że powielamy błędy rodziców. Pewnie dlatego ja tą życiową funkcję zarzuciłam i nie spełniłam się w matczynym fachu. :)
"Ten, kto wyrusza na poszukiwanie Boga ... może przebiec wiele ścieżek. Zgłębić wiele religii, wstąpić do wielu sekt, ale w ten sposób nie spotka Boga. Ponieważ Bóg jest tutaj, teraz, obok nas." P.Coelho

#143 Użytkownik nie jest zalogowany   Nik 

  • Forumowicz (51-500)
  • PipPip
  • Grupa: Członkowie
  • Postów 154
  • Rejestracja: 2010-10-18
  • Płeć:Male

Napisano 2010-11-13, godz. 10:37

To pewnie banał co teraz napiszę, ale dzieci wychowujemy swoim przykładem. One w swoim życiu bardziej lub mniej będą nas naśladować. Dlatego od tego przykładu będzie wiele zależeć. To, że dzieci buntują się wobec rodziców, oznacza, że mają swój pomysł na życie i to co im rodzice proponują uznają za gorsze niż ich pomysły. Często okazuje się, że nie mają racji bo doświadczenie życiowe rodziców pozwala im widzieć szerzej, ale czasami bywa, że rodzice nie mają racji. To są truizmy, niemniej tak to działa. Moje dzieci aż do bólu mnie i żonę naśladują i to częściej w tym co my woleli byśmy u siebie zmienić niż w tym co jest w nas dobre. Dlatego bardzo trzeba uważać na to co ich świadomie lub nie świadomie uczymy. Nie jesteśmy idealnymi rodzicami, więcej, popełniliśmy nie jeden błąd, ale to co nas trzyma razem to wzajemna miłość. Codziennie tego nie widać, ale jak się czasami wali to wtedy mamy w sobie mocarne wsparcie. Życzę wszystkim, aby mieli takie, jak będą trudne dni, a dacie sobie radę. I nie myślcie, że ja i żona mieliśmy super rodziców, też było różnie, jednak trzeba szukać tego co nas łączy, a nie dzieli i da się żyć. Czytając Was myślałem przez chwilę, że ja to miałem lepiej. Wcale nie, tylko nie dałem się ponieść pesymizmowi. O moim ojcu 10 lat po jego śmierci myślę bardzo ciepło, a jak się tak zastanawiam dlaczego? To nie wiem, on po prostu był i tylko tyle i aż tyle.

#144 Użytkownik nie jest zalogowany   Profanka 

  • Forumowicz (51-500)
  • PipPip
  • Grupa: Członkowie
  • Postów 487
  • Rejestracja: 2005-05-08

Napisano 2010-11-14, godz. 09:33

Witam wszystkich pięknie!
Mnie nikt nie zmuszał do głoszenia. Moja mama była osobą liberalną i w swojej pracy ewangelizacyjnej stawiała na jakość wyszukując ludzi myślących. W trakcie studium Biblia była najważniejsza i w niej szukano odpowiedzi na pytania - a były to czasy gdy nie było kolorowych czasopism i książek w twardych okładkach - przez co pojawiały się tony innych pytań. Tak sobie więc wyobrażałam studium z osobą zainteresowaną.

Moje związki ze zborem były przez jakiś czas luźne bo z pozycji papugi potrafiącej zapamiętać wszystko z kilkunastu poprzednich zebrań wskoczyłam na pozycję WĄTPLIWĄ ;) :P .
W życiu dorosłym, w innym zborze poczułam się jakbym była w innej religii. Niby wszystko to samo...a jednak inaczej.
Mój zbór działał w pewnym sensie poza mną i głosiciele często proponowali moim dzieciom pójście do "pracy pańskiej". Jak mogłabym wtedy odmówić???
Coś się we mnie buntowało, ale nie potrafiłam określić co.

Nie udało mi się zapobiec ochrzczeniu się najstarszego syna, który miał wtedy 16 lat. Ale wtedy też zaczęły wyłazić inne sprawki członków zboru. Moja sytuacja życiowa zmieniła się - mąż uciekł od obowiązków - i wtedy tylko jeden młody brat wiedział, że moje dzieci nie powinny iść same na zebranie i z zebrania gdy ja szłam na noc do pracy. Nikt inny tego nie wiedział. Nie pozwoliłam więc reszcie moich dzieci na chrzest - nie w sensie zakazu. Tłumaczyłam, że choć sądzi, że wie na co się decyduje to absolutnie nie wie z czego rezygnuje. Studiowałam z nimi, ale nie tak jak to pokazuje się na kongresach. Moje dzieci dobrze znają Biblię i to jest ich atut.
... I poznacie prawdę , a prawda was wyswobodzi ... Cóż to jest prawda?

Udostępnij ten temat:


  • 8 stron +
  • « Pierwsza
  • 6
  • 7
  • 8
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych