-
12 stron
- 1
- 2
- 3
- →
- Ostatnia »
Gabinet zwierzeń
#1
Napisano 2009-12-06, godz. 09:05
Nie wiem czy to się przyjmie dlatego jakby co proszę moderatora o usunięcie.
#2
Napisano 2009-12-06, godz. 18:03
#3
Napisano 2009-12-06, godz. 18:12
#4
Napisano 2009-12-06, godz. 18:14
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:03 napisał
Witaj Bordo..... Oczywiście Twoja historia zaczyna się jak wiele z naszych tutaj w tym i moja oczywiście, później żyłam podwójnym życiem ok 15 lat.... nie chciałam strcić rodziny, ale po tych kilkunastu latach psychika nie wytrzymała
Więc nie martw się Bordo, udawaj tak długo, póki możesz, mając pełną świadomość i kontrolując to. Rozwijaj nowe przyjaźnie, nowe znajomości, aby kiedy nadejdzie godzina "0", nie zostać samemu
#5
Napisano 2009-12-06, godz. 18:26
#6
Napisano 2009-12-06, godz. 18:44
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:26 napisał
witam na forum......ja nadal w zborze , swietnie cie rozumiem.... ze slowem sekta bylbym ostrozniejszy ale ogolnie to co piszesz jest prawda... pozdrawiam
#7
Napisano 2009-12-06, godz. 20:25
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:03 napisał
Ej skoro teraz rozpocząłeś studia to młodość i wszystko co najlepsze przed Tobą
#8
Napisano 2009-12-06, godz. 21:57
#9
Napisano 2009-12-06, godz. 21:58
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:03 napisał
Cześć Bordo. Ja nie obawiałem się utraty rodziny i tych śmiesznych pseudoprzyjaciół. Moi rodzice są katolikami (dzięki Bogu) i wykluczenie nie miało wpływu na relacje z nimi. Ale nawet gdyby byli ŚJ to i tak bym miał to gdzieś i nie zawahałbym się. Ja nikogo nie zmuszam żeby mnie na siłę lubił czy kochał. Jak się komuś coś nie podoba to niech sobie poszuka "syna" gdzie indziej, ja sobie doskonale poradzę bez potrzeby szukania akceptacji na siłę. Tak samo z tymi "przyjaciółmi" w zborze. Tylko się ciągle nastawiali na branie ode mnie a sami praktycznie nawet nie kiwnęli palcem. Tacy przyjaciele w ogóle mnie nie interesują. Mam to gdzieś czy oni będą się do mnie odzywać czy nie. Doprawdy, gdy przypomnę sobie ukazywane na łamach publikacji Organizacji teksty w stylu że "wykluczony może się opamiętać bo może mu brakować miłego towarzystwa braci" to stwierdzam że jest to żenujące.
Pamiętam pewnego młodego mężczyznę któremu po jego wykluczeniu ojciec powiedział: "Teraz już dla mnie umarłeś, nie jesteś już moim synem". Jego rodzice niestety okazali się kompletnie nieprzygotowani do rodzicielstwa. Bo co to za rodzice którzy wyrzekają się własnego syna? Na szczęście chłopak się nie poddał, nie załamał się, zaczął sobie układać życie i dobrze się mu powodzi. Dlatego twardo stąpaj po ziemi, bądź mężczyzną. Nie daj się. Musisz być odporny na te wszystkie psychomanipulacje i psychometody. Oczywiście póki sytuacja cię nie zmusi do tego to dalej bądź ŚJ, bo chyba nie ma sensu zmieniać czegoś jeśli to nie jest konieczne.
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:03 napisał
Ja również stanąłem przed smutną perspektywą utraty ukochanej osoby. Nie wiem jak było u ciebie, mnie zawezwano na Komitet sądowniczy i postawiono ultimatum, albo zrywam ze swoją dziewczyną albo do widzenia ze zboru. Było to poparte tym że niby nadal mam żonę, co było kompletną bzdurą gdyż moja żona już wcześniej walnęła mnie w rogi i mi się do tego przyznała ale oczywiście nikt w to nie uwierzył. Wymagano dwóch świadków seksu mej żony z jej kochankiem. Oświadczyłem Komitetowi, że nie będę jeździł wszędzie za byłą żoną i jej śledził, zaglądał do łóżka itp., jeśli oni chcą to niech sami jeżdżą i szpiclują i że nie mam zamiaru zrywać z moją dziewczyną gdyż wyraźnie już im powiedziałem że w świetle przyznania się do winy mam do tego prawo i jestem przed Bogiem wolny do ponownego związku, niekoniecznie małżeńskiego. To oni mi znowu wyjeżdżali raz po raz z tymi dwoma świadkami seksu co już po prostu stało się żenujące. Nie wiem na co oni liczyli. Na okazanie skruchy? Za co? Za chęć układania sobie życia? A może na to że nadal będę im czapkował albo bił pokłony? Moje czapkowanie już dawno się skończyło, skończyły się czasy kiedy wszystkim wchodziłem w tyłki i dusiłem w sobie wszelkie negatywne emocje. Oczywiście wykluczenie nastąpiło czym w ogóle się nie przejąłem i nie przejmuję się tym do dnia dzisiejszego. Mam wspaniałą dziewczynę i nigdy bym nie zniszczył tej miłości w imię jakiś chorych zasad jakiejś Organizacji, wolałbym zdradzić niż zrobić coś takiego. Przestały też na mnie działać straszenia w stylu "wykluczeni zginą w Armagedonie". Bo to nie Organizacja decyduje o tym kto ocaleje a kto nie tylko sam Bóg. Oni to mogą sobie osądzać. Werset Mateusza 7:2 wymownie piętnuje takie osądzanie.
Użytkownik ble edytował ten post 2009-12-06, godz. 22:32
#10
Napisano 2009-12-06, godz. 23:22
#11
Napisano 2009-12-07, godz. 00:00
Użytkownik pawdob7 dnia 2009-12-06, godz. 18:12 napisał
To samo właśnie chciałem napisać
Bordo, dla mnie studia stały się początkiem końca w sensie faktycznej bytności w organizacji, czego i Tobie życzę
Jeśli chodzi o rodzinę, to jak wielokrotnie pisałem - mi pomogła metoda małych kroczków. Żadnej terapii wstrząsowej, bo faktycznie mógłbym wówczas bardziej zaszkodzić sobie (i rodzinie) niż pomóc. Polityka faktów dokonanych może się nieźle sprawdzać. Może z czasem po prostu zaczną przełykać "gorzkie pigułki", tyle że w mniejszych, mniej zabójczych dawkach. A to że nie zdajesz owocu, że nie chodzisz na zebrania ani w pracę, że cenisz sobie przyjaciół "ze świata" itp. Może z czasem zrozumieją, że głową muru się nie przebije, a jeśli zechcesz odejść, odejdziesz. "Przyjaciółmi" z Organizacji się nie przejmuj, nie są tego warci.
Trzymaj się i życzę wytrwałości. Odejście urodzonego "w prawdzie" JEST możliwe, choć bywa szalenie uciążliwe i długotrwałe. A jednak może się udać!
Strażnica z 15 września 1989, s. 23.
"Każdy może krytykować, a (...) dopuszczenie do krytyki to nikomu nie podoba się. Dlatego, mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie (...)".
"Rejs"
#12
Napisano 2009-12-07, godz. 07:45
Użytkownik ble dnia 2009-12-06, godz. 21:58 napisał
Ble to łatwo jest napisać, zwłaszcza kiedy się nie ma rodziców ŚJ.
#13
Napisano 2009-12-07, godz. 08:04
Użytkownik qwerty dnia 2009-12-06, godz. 18:14 napisał
Jakbyście te 60% się razem do kupy wzięli i wszyscy razem odeszli to okazałoby się, że Ci co zostali straciliby większość braterskich kumpli do gadania
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 18:26 napisał
Chciałbym zobaczyć ten ich szok
Użytkownik easypadcx dnia 2009-12-06, godz. 18:44 napisał
Bo niestety każdy to słowo inaczej pojmuje i kiedy inni je słyszą każdy inaczej odbiera. Z drugiej strony moze być to ciekawy element do rozpoczęcia dyskusji o co chodzi
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 23:22 napisał
Takie kazania przy Niej??? Chamówa pierwsza klasa. ja bym się zagotował i nie wiem czy bym ostro nie objechał takiego "kazalnika"
Islam zdominuje świat
Islam będzie rządzić światem
Ściąć głowy tym, którzy znieważą Islam
Islam jest religią pokoju...
#14
Napisano 2009-12-07, godz. 10:09
Użytkownik ble dnia 2009-12-06, godz. 21:58 napisał
Może dlatego nie za bardzo wiesz o czym piszesz.... Twoi rodzice byli, są katolikami.... Wiesz, w życiou bywa różnie, ale zawsze jest a przynajmniej powinno być coś , ktoś na kogo zawsze można liczyć, zawsze i pomimo wszystko, to rodzina. Miłość bezwarunkowa, zrozumienie.... Jesli rodzina jest niepatologiczna ( nie są alkoholikami, narkomanami ) to normalne jest, że można się dogadać , wybaczyć kochać i wzajemnie na siebie liczyć w trudnych chwilach..... W przypadku odejścia kogoś z rodziny od sj, na takie normalne relacje nie można już liczyć, mimo tego, że rodzina pozostająca w sj jest rozdarta, bo z jednej strony kocha członka rodziny a z drugiej CK mówi, że nie wolno już kochać...... To jest chore, i Ci którzy tego doświadczyli rozumiejąc te mechanizmy nie są wstanie tego pojąć i zaakceptować.
Pozdr
#15
Napisano 2009-12-07, godz. 14:33
To co Wy przeżywaliście jak odchodziliscie z Organizacji, On przechodził, gdy zostawał SJ.
To również są podzielone rodziny, ktoś odchodząc od KK również odchodził od "prawdy".
To jest brak wspólnie spędzonych świąt i innych uroczystości rodzinnych.
To są wszelkiego rodzaju prześladowania i rozterki,wyrzucenia z domu, których nie przeżywały niestety osoby wychowane od dziecka w "prawdzie".
Dlatego dla takich osób jak ble (ja go rozumiem) nie zrozumiałe jest, że ktoś robi coś dla rodziny, bo w momencie, gdy "światus" poznaje prawdę, wierzy, ale nie chce zostać SJ to jakie jest o nim zdanie?
#16
Napisano 2009-12-07, godz. 20:48
Trwajcie w tym postanowieniu i budujcie się w Żywym Bogu i relacji z Nim.
Początki są trudne i bolesne, ale kto powiedział że życie nie boli?????
Pozostaje nam modlitwa za tych co pozwalają sobą manipulować ( zostają ), oraz za tych co żyją w "świecie" w "błogiej nieświadomości"
Pozdrawiam serdecznie
#17
Napisano 2009-12-07, godz. 21:13
Nigdy nie bylam SJ, ale mnie kusilo, i to nawet bardzo, dwa razy studiowalam ze swiadkami(najpierw bedac w domu, potem na studiach). W domu mialam spora biblioteke ponad 100 straznic i przebudzcie sie, ponad tuzin ksiazek i innych broszur, traktatow, co tydzien bylam w zborze, nawet myslam o gloszeniu. No ale to bylo dawno temu.
Musze jednak przyznac, ze zainteresowanie pozostalo, nie zebym miala zamiar zmienic wiare. Zastanawia mnie co tez SJ maja w sobie co tak bardzo intryguje innych ludzi?
#18
Napisano 2009-12-07, godz. 23:15
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 23:22 napisał
To niezłe sceny ci robili. Wyobrażam sobie jak czuła się twoja dziewczyna. Szkoda tylko że zrezygnowała ze znajomości z tobą. Organizacja dzieli ludzi którzy mogliby być ze sobą szczęśliwi. W zamian za to "oferuje" nierzadko niezbyt dojrzałe do związku a co dopiero do małżeństwa osoby.
Gdy poznawałem religię ŚJ to poznałem bardzo fajną młodą dziewczynę - katoliczkę. Spotykaliśmy się ale potem wszystko się rozpadło bo weszliśmy na temat kwestii chrzczenia dzieci w Kościele Rzymskokatolickim no i oczywiście ona chciała a ja nie, potem doszły jeszcze rozmowy na temat świąt i tak od słowa do słowa aż w końcu któregoś pięknego dnia rozstaliśmy się. Po jakimś czasie chciałem się z nią znowu spotykać ale już nie chciała. Ale czasami porozmawiamy i tak jest do dzisiaj. Tamto doświadczenie mnie czegoś nauczyło, nauczyło mnie tego żeby doceniać ukochaną osobę która jest w porządku i nie robić problemów. Ale wtedy miałem już dość duże nastawienie "pro-WTS", wiadomo o co chodzi. Potem postanowiłem szukać ukochanej osoby w Organizacji. Znalazła się sama, skończyło się rozwodem. Gdy poznałem moją obecną dziewczynę to byłem jeszcze ŚJ ale tym razem religię oddzieliłem od uczuć. "Kazałem" religii pozostać na swoim miejscu i nie wtrącać się do mnie i mojej dziewczyny.
Użytkownik Bordo dnia 2009-12-06, godz. 23:22 napisał
To niemałe poświęcenie. Rozumiem, że chciałbyś w końcu przestać być ŚJ bo przeszłe i teraźniejsze przeżycia cię dobijają. Ale nic na siłę. Na wszystko przyjdzie czas. Może rodzice też kiedyś pewne rzeczy zrozumieją i będziesz mógł coś zmienić.
Mi nie zależało na tym aby odchodzić od Organizacji. Byłbym po prostu nieczynny i tyle. Może czasami bym poszedł na zebranie.
Użytkownik malinowa7 dnia 2009-12-07, godz. 07:45 napisał
Tak czy inaczej, trzeba mieć swoją godność. Nie raz się poważnie pokłóciłem z rodzicami i to też całkiem niedawno. W kaszę to ja sobie dmuchać nie dam, nawet rodzicom. Zbyt nerwowy jestem
Oczywiście gdyby moi rodzice byli od dziecka ŚJ to zapewne otrzymałbym zupełnie inne wychowanie niż to co mam teraz. Inna sprawa gdyby zostali ŚJ dopiero w młodym lub dorosłym życiu, wtedy pewnie by było trochę luzu.
Użytkownik Warmianka dnia 2009-12-07, godz. 14:33 napisał
To co Wy przeżywaliście jak odchodziliscie z Organizacji, On przechodził, gdy zostawał SJ.
To również są podzielone rodziny, ktoś odchodząc od KK również odchodził od "prawdy".
To jest brak wspólnie spędzonych świąt i innych uroczystości rodzinnych.
To są wszelkiego rodzaju prześladowania i rozterki,wyrzucenia z domu, których nie przeżywały niestety osoby wychowane od dziecka w "prawdzie".
Dlatego dla takich osób jak ble (ja go rozumiem) nie zrozumiałe jest, że ktoś robi coś dla rodziny, bo w momencie, gdy "światus" poznaje prawdę, wierzy, ale nie chce zostać SJ to jakie jest o nim zdanie?
Moje zostanie ŚJ nie zmieniło praktycznie w żadnym stopniu moich stosunków z rodzicami. Rodzice w pełni zaakceptowali moją zmianę religii. Ani wcześniej ani później nie robili mi żadnych przeszkód. Nawet czasami cieszyli się, że z nieco "zbuntowanego" nastolatka stałem się trochę lepiej postępującym człowiekiem. Święta spędzałem razem z nimi. Siadałem do stołu wigilijnego, spożywałem potrawy. Rzecz jasna nie kolędowałem, nie dzieliłem się opłatkiem i nie spożywałem tzw. święconek. Tak naprawdę to nigdy nie czułem jakiegoś szczególnego przywiązania do Świąt w rodzinnym domu. Nie przeżywałem ich duchowo. Były to po prostu miłe chwile w gronie rodziny, no chyba że ktoś za dużo wódki wypił to już nie było tak miło. Urodzin ani imienin w moim rodzinnym domu nie obchodzimy od wielu lat, tak jakoś się utarło, no może czasami tylko jakieś życzenia. Za to Sylwestra jak najbardziej - obchodziłem go "połowicznie", na zasadzie "bawię się, ale to nie jest dla mnie żaden Sylwester"
Użytkownik ble edytował ten post 2009-12-07, godz. 23:29
#19
Napisano 2009-12-08, godz. 13:42
#20
Napisano 2009-12-08, godz. 14:33
Użytkownik kremówka dnia 2009-12-08, godz. 13:42 napisał
Myślę że niepotrzebnie aż tak bardzo siebie obwiniasz za zaistniałą sytuację. Uważam że delikatne zwrócenie uwagi córki na ból jaki Ci zadaje swoją postawą może być dla niej bodźcem do przemyśleń. W miarę możliwości okazuj jej jak bardzo zależy Ci na jej pomyślności życiowej i jak bardzo jest dla Ciebie ważna. Może roznieci w niej to ludzkie, normalne, nie zmącone sekciarstwem uczucie do matki. W tej sytuacji tylko swoją postawą i czynami możesz odbierać córce argumenty co do jej postawy wobec Ciebie.
Użytkownik paradise1874 edytował ten post 2009-12-08, godz. 14:34
Udostępnij ten temat:
-
12 stron
- 1
- 2
- 3
- →
- Ostatnia »
Pomoc















