Skocz do zawartości


Zdjęcie

Schizofrenia a system wierzeń śJ


  • Please log in to reply
52 replies to this topic

Ankieta: Schizofrenia a śJ.

To jest publiczna ankieta. Inni użytkownicy będą mogli zobaczyć twój oddany głos

Czy sytem wierzeń śJ może wywoływać schizofrenie bądź stany paranoidalne?

Nie możesz zobaczyć wyników tej ankiety dopóki nie oddasz głosu. Proszę zaloguj się i oddaj głos by zobaczyć wyniki.
Głosuj Goście nie mogą oddawać głosów

#21 babilon

babilon

    Początkujący (1-50)

  • Członkowie
  • Pip
  • 53 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2010-01-17, godz. 17:59

babilonie, zająłeś stanowisko bardzo skrajne. Gdyby potraktować je poważnie, problemy psychiczne na starość powinni mieć wszyscy praktykujący chrześcijanie. A chyba nie jest aż tak źle...

Mi chodzi o skrajny fanatyzm albo o jakieś złudne nadzieję. Czyli generalnie o skrajność.
Jeśli żyjesz normalnie i ogarniasz to co dzieje się naprawdę to tak trzymać!
A swojego krytycznego zdania do wszelkich religii nie zmienię B)
Świadomość uczy odróżniania tego, co rzeczywiście jest, od tego co na ten temat myślimy i w konsekwencji do prawdziwej wewnętrznej wolności. Wszelkie autorytety, religie, ideologie powodują jedynie budowanie kolejnych fałszywych konstrukcji myślowych. Tylko świadomość i obserwacja pozwalają dostrzec ich iluzję ...
Nie ma prawdy absolutnej, religii prawdziwej - wszystkie religie to syf - BABILON WIELKI
"W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz"
"Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi ale ziemia trwa na wieki"
"To, co było, znowu będzie a co się stało, znowu się stanie: nie ma nic nowego pod słońcem"

#22 Terebint

Terebint

    Taoista

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 4710 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2010-01-17, godz. 18:29

prof. Jerry R. Bergman - "The mental health of Jehovah's Witnesses" rok wydania, 1987 ( Zdrowie Psychiczne Świadków Jehowy )

Czy ktoś czytał tą pozycję? Na ile poważna jest to publikacja?

źródło

Kiedyś w necie była cała książka na stronce bardzo gorliwego katolika. Bergmann jest chyba jedynym psychiatrą, który na poważnie zajął się problemem zdrowia psychicznego u śJ. Napisana dość rozsądnie, ale to już stara pozycja, wiele tematów jest już nieaktualnych, poprzez zmianę światła przez WTS.

"Ot, ma wygląd ptaka, a więc będzie latał, proste". - Baltazar Siedem Słońc


#23 Fakirek

Fakirek

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 181 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 2010-01-17, godz. 18:34

Wiola, model który zaprezentowałaś jest bliski moim obserwacjom. Bez wątpienia siostra posiadała predyspozycje czynnikiem niezbędnym w procesie rehabilitacji chorych psychicznie ( w tym schizofreników ) jest KATEGORYCZNE i ZUPEŁNE odcięcie chorego od systemu wierzeń i środowiska śJ. Przynajmniej wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.


Widzisz, mnie jednak niepokoi w takiej metodzie pewna rzecz. Jeśli religijność człowieka stanowi bardzo ważny element jego życia, a niekiedy religia wydaje się być tym, co integruje człowieka, to gwałtowne "odebranie" jej człowiekowi, może chyba być niebezpieczne i powodować dezintegrację. W przypadku osób z zaburzeniami psychicznymi byłbym jeszcze bardziej ostrożny.

Oczywiście religijność człowieka nie przejawia się tylko widzialnie - w praktykach religijnych (np. uczęszczaniu na zebrania, głoszeniu, studiowaniu literatury - bo to są główne praktyki religijne świadków Jehowy), ale może być czymś znacznie głębszym.

Zatem jeśli odetniemy jakoś gwałtownie człowieka zaburzonego od widzialnych form religii, obawiałbym się, że jej wewnętrzna warstwa może to zinterpretować np. jako prześladowanie, potwierdzenie działania szatana itp. i spotęgować jeszcze zaburzenia.
Nie wiem - takie tylko moje wątpliwości. Generalnie wychodzę z założenia, że operowanie na tak subtelnych sferach jak religijność jest niebezpieczne.

Mam wrażenie, że podobny problem napotyka terapeuta w trakcie terapii systemowej, gdy prowadzi pacjenta do wglądu oraz pomaga usuwać to co bolesne tylko w takich granicach jakie wyznacza sobie sam pacjent, na jakie pacjent może sobie pozwolić. Jest to powolny i delikatny proces burzenia mechanizmów obronnych (mówię o neurotykach). Kolokwialnie mówiąc - walnięcie pacjentowi zaburzonemu "prosto z mostu" prawdy o nim, skonfrontowanie go z własnymi problemami w ten sposób na pewno nie jest terapeutyczne, a może się skończyć skokiem z 10 piętra. Nie na darmo ludzie mają mechanizmy, które bronią ich świadomość.

Matko, mam nadzieję, że coś wynika z tych moich uwag - bo pisane są na kolanie.

#24 qwerty

qwerty

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2138 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2010-01-17, godz. 18:42

babilonie, zająłeś stanowisko bardzo skrajne. Gdyby potraktować je poważnie, problemy psychiczne na starość powinni mieć wszyscy praktykujący chrześcijanie. A chyba nie jest aż tak źle...

A społecznośc rydzykowego radyjka?

Mi chodzi o skrajny fanatyzm albo o jakieś złudne nadzieję. Czyli generalnie o skrajność.
Jeśli żyjesz normalnie i ogarniasz to co dzieje się naprawdę to tak trzymać!
A swojego krytycznego zdania do wszelkich religii nie zmienię B)

Jasne, jestem za.
czasem tylko myślę, że religia jednak dobrze działa na czesć społeczeństwa. Gdyby nie religia, mogłobybyć dużo gorzej. Dzięki temu strachowi przed nieznanym , może jakiś procent niesięgnie po nie swoje, nie sięgnie po broń i nie zabije...... zawsze to coś.....
nie potrafiłam uwierzyć.......

#25 Fakirek

Fakirek

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 181 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 2010-01-17, godz. 18:51

prof. Jerry R. Bergman - "The mental health of Jehovah's Witnesses" rok wydania, 1987 ( Zdrowie Psychiczne Świadków Jehowy )
Czy ktoś czytał tą pozycję? Na ile poważna jest to publikacja


Nie widziałem tej książki. Nie jest dostępna w bibliotekach, z których korzystam; nie jest także skatalogowana w zbiorach BN i Bibl. UJ. Nie są skatalogowane żadne inne pozycje tego autora (a przecież na UJ mamy Collegium Medicum); została wydana przez SN (nie ujmując) więc na tym etapie uznałbym ją za publikację polemiczną. Dodatkowo autor bodaj przyznaje się, że był świadkiem Jehowy - to dodatkowy argument.

Wczoraj dowiedziałem się, że są jakieś stosunkowo nowe badania dotyczące SJ (autorstwa Doktór i Borowik) ale mają charakter socjologiczny. Właściwie nie ma naukowych badań i publikacji o świadkach a co dopiero o ich zdrowiu psychicznym. Tak sobie zresztą fantazjuję, że to przecież jedno z tych środowisk, które trudno poddają się badaniu. Zorientowani na prozelityzm dbają o swój wizerunek. To przecież chyba najważniejszy ideał każdego świadka - przynosić chlubę organizacji. Każde ujawnienie się z zamiarem prowadzenia badania będzie chyba powodowało zamknięcie się. Do tego stosunek do psychiatrii i psychologii (w ogóle nauki) lansowany w publikacjach TS. To wszystko powoduje, że bardzo trudno badać. Zresztą Piegza w opisie swoje metody naukowej zwraca uwagę, że to była trudność. Zastosował obserwację uczestniczącą związując się z konkretnym zborem SJ jako sympatyk, uczestniczył w głoszeniu i ukrywał (chyba ok. 5 lat) swój zamiar badawczy.

Jak ktoś zna jakieś badania NAUKOWE to ja wycałuję ręce za namiar :-).
I dołączam się do prośby o recenzję oraz dostęp do książki J.R.Bergaman.

#26 wwwiola

wwwiola

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 138 Postów
  • Płeć:Not Telling
  • Lokalizacja:Sosnowiec

Napisano 2010-01-17, godz. 19:08

Choć nie jestem fachowcem, to jednak odnoszę wrażenie, że czynnikiem niezbędnym w procesie rehabilitacji chorych psychicznie ( w tym schizofreników ) jest KATEGORYCZNE i ZUPEŁNE odcięcie chorego od systemu wierzeń i środowiska śJ. Przynajmniej wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Sądzę, że trudno mówić o możliwości zdrowienia, powrotu do społeczeństwa, osób aplikowanych codziennie systemem wierzeń śJ. Ich postrzeganiem świata i rzeczywistości. W skrócie powiem tak, że próba rehabilitacji chorego psychicznie ( psychozy, depresje, nerwice ) w środowisku wierzeń śJ przypomina mi leczenie alkoholika poprzez zamykanie na noc w sklepie monopolowym.


Myślę, że sporo jest racji w tym co mówisz, ale gdyby nawet założyć, że masz stuprocentową rację, to nie wiadomo czy takie odcięcie całkowite osoby chorej od jej środowiska nie byłoby równie szkodliwe co pozostanie w nim. Zobacz jak trudne jest odchodzenie od organizacji osób zdrowych, z jakim stresem się wiąże i traumą i jakiej wymaga siły psychicznej. U osób z zaburzeniami psychicznymi zwiększony stres powoduje nawrót objawów psychotycznych. Błędne koło. Myślę sobie, że pomocna byłaby raczej terapia rodzinna niż separacja.

Co do wspomnianej książki, to znalazłam takie streszczenie http://www.katolikos...blika.pl/zp.htm
nasza wolność ma bowiem moc dokonywania wyborów nieodwracalnych

#27 Sebastian Andryszczak

Sebastian Andryszczak

    BYŁEM Świadkiem Jehowy

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 6348 Postów
  • Gadu-Gadu:748371
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Karpacz

Napisano 2010-01-17, godz. 19:44

A społecznośc rydzykowego radyjka?

Sądzę że nawet w tak skrajnej części społeczeństwa katolickiego nie ma zbyt wielu odchyłów od normy na starość. Więc TYM BARDZIEJ u reszty społeczeństwa.

#28 Ida

Ida

    Domownik forum (501-1000)

  • Członkowie
  • PipPipPip
  • 715 Postów
  • Płeć:Female

Napisano 2010-01-17, godz. 21:28

O schizofrenii wiem może niewiele, ale w życiu zetknęłam sie z osobami chorującymi na schizofrenię. Przebieg tych psychoz nie jest jednakowy, toteż trudno o dokonanie uogólnienia. Czasem paranoje mają charakter epizodyczny i po zachorowaniu następuje okres zadawalającego stanu psychicznego chorego, czasem przebieg jest falisty- okresy nasilenia objawów i remisji, czasem to proces progresywny, powodujący trwałe inwalidztwo. Osoby, które znam w miarę dobrze radzą sobie w środowisku. Są na rencie. Jedna z kobiet zachorowała na schizofrenię, bedąc matką trojga dzieci, i udało jej się wspaniale wywiązać z obowiązków wychowawczych i z roli żony. Drugą osobę spotkałam w zborze ewangelicznym i nigdy nie zgadłabym, że jest schizofreniczką. Obydwie kobiety to osoby wierzące i praktykujące, jedna katoliczka, druga ewangeliczka. Obie nieźle radzą sobie w życiu i mimo, że nie pracują zawodowo nie wyglądają na osoby wycofane z życia.

Bez wątpienia siostra posiadała predyspozycje genetyczne, osobowościowe. Była od urodzenia bardzo wrażliwa, krucha psychicznie, wycofana. Niemniej jednak na wykształtowanie się choroby miało zapewne wpływ wiele czynników. Pierwszy epizod chorobowy był następstwem silnego stresu w 3 klasie LO. Czy jakiś wpływ miało wychowanie w skrajnie gorliwym środowisku świadkowskim? Tego nie wiem.

Okres dojrzewania zwłaszcza wchodzenia w dorosłe, odpowiedzialne życie jest chyba dla wielu młodych ludzi bardzo trudnym momentem- przełomem w życiu. Często burzliwym, dramatycznym, mającym decydujące przełozenie na dalszą część dorosłego życia. To czas poważnych wyborów, wzniosłych ideałów i pięknych marzeń. Często, dla dzieci śJ, czas przebudzenia i kwestionowania wartości duchowych, wyniesionych z domu. Przypominam sobie, że dla mnie osobiscie, patrząc na ten okres z perspektywy czasu, był to najbardziej zakręcony epizod w życiu. Czasmi zastanawiałam się, czy jestem zupełnie normalna. Wiem, że fakt wychowania się w światopoglądzie świadowskim miał spory udział w bolesnym przeżywaniu młodości, w egzystencjalnych, dekadenckich rozważaniach i w rozproszeniu młodzieńczej energii na dochodzeniu do rzeczy oczywistych np. że życie jest piękne. Myślę, że dla osoby obciążonej genetycznie osobowością predysponowaną do rozwinięcia się psychozy schizofrenicznej, okres dorastania stwarza doskonałe warunki do rozwinięcia się choroby psychicznej. Ale najważniejsza jest podatność na zachorowanie, a nie wychowanie w fanatycznie gorliwej rodzinie śJ. Wierzenia wyniesione z religii mają wpływ na tematykę paranoi, ale nie odpowiadają za ten stan psychotyczny. Stąd pozorna zależność między systemem wierzeń a skłonnością do schizofrenii.

Choć nie jestem fachowcem, to jednak odnoszę wrażenie, że czynnikiem niezbędnym w procesie rehabilitacji chorych psychicznie ( w tym schizofreników ) jest KATEGORYCZNE i ZUPEŁNE odcięcie chorego od systemu wierzeń i środowiska śJ.


A wg mnie to najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Jeżeli dla Twojej siostry środowisko śJ to jedyny bezpieczny i akceptowalny świat...to może nie trzeba tego świata burzyć, zwłaszcza jak nie do końca wiemy co moglibysmy innego zaoferować. Odcięcie od śJ niekoniecznie przyniosłoby uzdrowienie, może przyniosłoby rozwój gwałtowny choroby. Tego przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć.
"Ten, kto wyrusza na poszukiwanie Boga ... może przebiec wiele ścieżek. Zgłębić wiele religii, wstąpić do wielu sekt, ale w ten sposób nie spotka Boga. Ponieważ Bóg jest tutaj, teraz, obok nas." P.Coelho

#29 [db]

[db]

    oświecony

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2827 Postów

Napisano 2010-01-18, godz. 10:02

Co do schizofrenii to uważam że każdy prawdziwy ŚJ (oraz każdy fanatyczny wyznawca religii) ma schizofrenię.
Religia = Urojenia = Schizofrenia.

Hipokryzja i schizofrenia to nie są synonimy.
[db]

#30 paradise1874

paradise1874

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 236 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-01-18, godz. 11:04

System religijny śJ z pewnością bardzo ingeruje w życie prywatne i osobiste swoich wyznawców co może sprzyjać powstawaniu zaburzeń psychicznych. W psychologii występuje pojęcie tzw. nerwicy religijnej (eklezjogennej).

Nerwica eklezjogenna - jest zaburzeniem psychicznym o etiologii związanej z dogmatyką i nauczaniem religijnym, przeważnie objawiającym się występowaniem stanów lękowych. Najczęściej występuje w religiach, których rytuały i zasady mocno ingerują w życie osobiste wyznawców. Często związana jest z konfliktem między nakazami wiary a potrzebami seksualnymi wyznawcy. Podłożem schorzenia jest konflikt wartości. Leczenie jest trudne, ze względu na konieczność ingerencji w sferę religijności chorego. Jako odrębną jednostkę chorobową sklasyfikował to schorzenie berliński ginekolog Eberhard Schaetzing w 1955. Seksuolog dr Zbigniew Lew-Starowicz definiuje je jako "zaburzenia seksualne o charakterze nerwicowym spowodowane nauczaniem kościelnym", jednakże obecnie znaczenie pojęcia jest szersze i obejmuje wszelkie zaburzenia psychiczne związane z nauczaniem kościelnym, nie tylko na tle seksualnym.

Więcej w temacie: http://www.racjonali...l/kk.php/s,6191

#31 pawdob7

pawdob7
  • Gadu-Gadu:4734141
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-01-18, godz. 18:19

W skrócie powiem tak, że próba rehabilitacji chorego psychicznie ( psychozy, depresje, nerwice ) w środowisku wierzeń śJ przypomina mi leczenie alkoholika poprzez zamykanie na noc w sklepie monopolowym. Uzasadnię to później.

OK, zagalopowałem się z tym odcinaniem chorych od środowiska. Zgodnie z obietnicą, postaram się wymienić kilka przyczyn, które mogą przyczyniać się do występowania zaburzeń psychicznych szczególnie u młodych osób z predyspozycjami wychowywanych w ultraświadkowskich rodzinach. Zwłaszcza w tych, które nie potrafią zachować dystansu do systemu wierzeń śJ i wszystkie nauki traktują bardzo serio. Oczywiście, że dotyczy to pewnie wszystkich środowisk skrajnie religijnych, ale to forum o śJ, dlatego skupiam się na ich systemie wierzeń.

Jestem laikiem i nie aspiruję do roli terapeuty. Proszę mnie korygować. Moje spostrzeżenia opieram na "duchu", który panował w zborach w latach 70/80-tych i na samym początku 90-tych. Ducha tego bardziej się czuło, niż ogarniało rozumem. Nie wiem na ile atmosfera zmieniła się począwszy od drugiej połowy lat 90-tych do dzisiaj. Po prostu nie mam już żadnego kontaktu. Proszę o uwagi. Kolejność czynników przypadkowa. Większość z nich prawdopodobnie może przyczyniać się do powstawania neuroz i depresji. Wytłuściłem natomiast te, które moim zdaniem mogą być u osób predysponowanych czynnikiem wywołującym psychozy.

- powszechna smuta ( świat jest zły, życie w nim mordęgą )
- poczucie tymczasowości ( nic nie warto - świat zmierza do zagłady )
- dysonans poznawczy
- codzienne wewnętrzne konflikty ( co by świadek nie zrobił, i tak jest w sytuacji patowej )
- świadomość nieustannej inwigilacji ze strony wszechwidzącego Boga ( Jehowa zna nasze myśli, wszystko widzi )
- marginalizowanie roli rozrywki, zabawy, aktywności fizycznej, sportu w utrzymaniu dobrej kondycji psychicznej
- przekonanie o wpływie Szatana i demonów na nasze życie ( demony nieustannie dybią na nas, mogą sterować myślami, mogą także przemawiać do nas )
- nieustanna presja na wyniki ( głosić, głosić i jeszcze raz głosić. Także zabiegać o przywileje )
- natłok codziennych zajęć religijnych ( tekst, studium, zebranie itd )
- marginalizacja roli seksu w higienie psychicznej. Zastraszanie przed wszelkimi formami seksu pozamałżeńskiego, w tym nawet pettingu i masturbacji )
- system nakazów, zakazów często niezrozumiałych, graniczących z obłędem; talmudyzm
- nieustanne wzbudzanie poczucia winy
- straszenie rzezią w Armagedonie
- izolacja, hermetyczność środowiska
- życie w urojonej psychozie ( świat czyha na lud Boży, niebawem nastąpi atak z każdej strony )
- niski poziom intelektualny, miałkość publikacji; specyficzny rodzaj mantrowania ( powtarzanie w kółko tych samych nauk, zwrotów itd )
- mentalna tresura
- frustracje związane z wciąż niespełnionymi obietnicami
- zwalczanie indywidualizmu, potępianie samostanowienia

Zapewne nieco przesadziłem. Oceńcie sami. Tak sobie jednak myślę, że samo życie dostarcza i tak już wystarczającej porcji stresów, dlatego dodatkowe katowanie się systemem wierzeń i zachowań śJ nikomu chyba nie jest już potrzebne.

Dodatkowo wymienione czynniki powodują, że postrzegam obecnie ultrareligijne rodziny śJ jako w pewnym sensie dysfunkcyjne społecznie. Dlatego trudno mi uwierzyć w skuteczną rehabilitację chorych psychicznie w takich rodzinach.

Tym, którzy czują, że muszą przerwać diabelski krąg, że chcą uwolnić psychikę i którzy czują się na siłach doradzał bym jednak, aby definitywnie zerwać z systemem wierzeń śJ. Niekoniecznie trzeba w sensie dosłownym uciec ze swojego otoczenia, czy rodziny ( choć czasami to jest dobre rozwiązanie ). Wystarczy np. zerwać z czytaniem ich wydawnictw. Proszę mi wierzyć - po czasie nabiera się takiego dystansu, że wiele spraw nie wywołuje przesadnych emocji. Po prostu coraz więcej się rozumie.

Co proponuję w zamian? Nic. Każdy z nas musi wydeptać swoją ścieżkę. I to jest piękne !!

Pozdrawiam, Piotr

#32 kantata

kantata

    Domownik forum (501-1000)

  • Członkowie
  • PipPipPip
  • 787 Postów
  • Płeć:Not Telling

Napisano 2010-01-18, godz. 21:30

Duża część czynników, które wymieniłeś jest obecna w życiu każdego człowieka. Może ma trochę inny koloryt, ale np. powszechna smuta i dysonans poznawczy to norma codzienności. Poza tym nie wiadomo, czy ktoś, kto ma obsesję, że Bóg go obserwuje, gdyby wychowany był na ateistę, nie miałby obsesji, że FBI go obserwuje.
To nie system wierzeń warunkuje chorobę. To, co opisałeś, to taka "schizofrenia" w obrębie wspólnoty. A przecież u schizofreników jedna z najważniejszych cech to zamknięcie się we własnym, indywidualnym, niepowtarzalnym świecie i brak jakiegokolwiek kontaktu ze wspólnotą.

Tym, którzy czują, że muszą przerwać diabelski krąg, że chcą uwolnić psychikę i którzy czują się na siłach doradzał bym jednak, aby definitywnie zerwać z systemem wierzeń śJ. Niekoniecznie trzeba w sensie dosłownym uciec ze swojego otoczenia, czy rodziny ( choć czasami to jest dobre rozwiązanie ). Wystarczy np. zerwać z czytaniem ich wydawnictw. Proszę mi wierzyć - po czasie nabiera się takiego dystansu, że wiele spraw nie wywołuje przesadnych emocji. Po prostu coraz więcej się rozumie.


To jest recepta dla zdrowych. Chory się sam z bagna za włosy nie wyciągnie.

#33 pawdob7

pawdob7
  • Gadu-Gadu:4734141
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-01-18, godz. 21:49

To jest recepta dla zdrowych. Chory się sam z bagna za włosy nie wyciągnie.

Szczerze mówiąc, to muszę przyznać Ci absolutną rację. Czym więcej bazgrolę w tym temacie, tym bardziej stwierdzam, że schizofrenia, to przegrana sprawa. Można tysiące godzin sensownie przegadać, a "świr" i tak wie swoje.

Ja również jestem przekonany, że ta choroba ma podłoże endogenne. Choć z drugiej strony genetyczne predyspozycje do alkoholizmu nie oznaczają, że na pewno zostanie się alkoholikiem. Niemniej jednak zgodzisz się chyba, że skrajnie świadkowskie środowisko rodzinne nie jest wymarzonym miejscem dla rehabilitacji schizofrenika.

#34 Sebastian Andryszczak

Sebastian Andryszczak

    BYŁEM Świadkiem Jehowy

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 6348 Postów
  • Gadu-Gadu:748371
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Karpacz

Napisano 2010-01-18, godz. 22:02

jestem w stanie wyobrazić sobie umieszczenie alkoholika w miejscu bez dostępu do alkoholu.
Zależnie od okoliczności: psychiatryk, wiezienie, szpital, dom babci na wsi, itp.

Natomiast nie widzę możliwosci odcięcia kogoś na siłę i wbrew jego woli od jego wyobrażeń o psychopatycznym wiecznie niezadowolonym wszechmnocnym bożku, który ma ochotę go zamordować. Umysł może sie buntować, taka osoba jest prześladowana i broni sie z całych sił. I jak tu ją leczyć?!

#35 pawdob7

pawdob7
  • Gadu-Gadu:4734141
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-01-21, godz. 21:02

Nieco na uboczu tego tematu - siostra do tej pory jest nieochrzczona. Nie sądzę, aby nie przejawiała inicjatywy. Jestem niemal pewien, że bardzo by chciała.

Czyżby jakaś odgórna dyrektywa dotycząca chrzczenia chorych psychicznie? Dbanie o dobry public relations?

#36 Sebastian Andryszczak

Sebastian Andryszczak

    BYŁEM Świadkiem Jehowy

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 6348 Postów
  • Gadu-Gadu:748371
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Karpacz

Napisano 2010-01-21, godz. 23:34

przypuszczalnie tak. Czy istnieją udokumentowane pisemne wskazówki, należałoby spytać Liberała, easy, Voldemorta, Huberta i innych ex-starszych zboru.

#37 ewa

ewa

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2111 Postów

Napisano 2010-01-22, godz. 16:13

Stawiam odważną tezę: życie w świadkowsko gorliwej rodzinie, wręcz fanatycznej, może być czynnikiem wyzwalającym schorzenia psychiczne. A już na pewno może uniemożliwiać proces zdrowienia!

Podobnie zresztą jak i w innych fanatycznych religijnie rodzinach. Bez względu na denominację.


Podpisuję się pod tym, a zwłaszcza pod zdaniami, które pozwoliłam sobie wyróżnić pogrubieniem i kursywą, obiema rękami.

#38 jb

jb

    ^o^

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPip
  • 4057 Postów
  • Płeć:Female
  • Lokalizacja:Polska

Napisano 2010-01-22, godz. 17:59

Co do ewentualnego zakazu chrztu osób chorych psychicznie – sądzę, że jest to raczej kwestia decyzji starszych zboru, którzy może z jakiegoś powodu odbierają taką osobę jako zbyt kłopotliwą albo nie dość gorliwie czy poważnie podchodzącą do spraw duchowych.

W artykule „Słowa duchowe” dla cierpiących na zaburzenia psychiczne („Strażnica” z 15 marca 1989 roku, nr 6) mowa wręcz o zachęcaniu osób chorych psychicznie do przejawiania aktywności zborowej, natomiast ograniczenia zalecono wprowadzać jedynie w skrajnych przypadkach:


Człowiek cierpiący na zaburzenia psychiczne w dalszym ciągu ma potrzeby duchowe (Mateusza 5:3). Zachowywanie usposobienia duchowego było dla niektórych kwestią życia i śmierci. Irena, która przez 30 lat chorowała na schizofrenię, wspomina: ”Czasami w ogóle nie potrafiłam dojść z sobą do ładu. Ale w moim umyśle zawsze była prawda – mocna jak beton. Właściwie prawda powstrzymała mnie od odebrania sobie życia!”

W miarę możliwości należy więc zachęcać chorych współwyznawców, by uczestniczyli w służbie polowej i przychodzili na zebrania, zamiast się ‘odosabniać’ (Przysłów 18:1). Pewna siostra cierpiąca na chorobę psychiczną tak opowiada o swoich odczuciach: „Byłam przekonana, że popełniłam jakiś niewybaczalny grzech przeciw naszemu Bogu, Jehowie. Dlatego wszystko, co słyszałam na zebraniach, wyrywałam z kontekstu. Wszelkie słowa potępiające coś odnosiłam do siebie”. Mimo to wytrwale chodziła na zebrania i w końcu wysłuchała wykładu, który pomógł jej przezwyciężyć natrętną myśl, jakoby Stwórca ją odrzucił.

A co zrobić, gdy ktoś poważnie chory wpada w podniecenie i zakłóca przebieg zebrania zborowego lub służby polowej? Najprawdopodobniej nie czyni tego przez złośliwość, tylko traci równowagę na wskutek zaburzeń w pracy umysłu. Niemniej może to być dla wszystkich obecnych nie lada próbą. Jeżeli zakłócenie porządku nie jest wielkie albo nie zdarza się często, zbór zapewne okaże wielkoduszność (Kolosan 3:12,13). W przeciwnym razie konieczne mogłoby się okazać zaproponowanie choremu, by usiadł w takim miejscu, w którym ewentualny atak choroby jak najmniej będzie rozpraszał uwagę. Można też życzliwie poczynić odpowiednie starania, by dana osoba dalej aktywnie uczestniczyła w służbie polowej; można na przykład zadbać, żeby zawsze towarzyszył jej dojrzały, rozważny głosiciel, albo zabierać ją na studia biblijne do ludzi, którzy rozumieją i tolerują jej stan.

Ale czasami chory może się zachowywać w sposób szokujący, nieprzyzwoity lub wręcz niebezpieczny. Być może przestał zażywać przepisanych lekarstw i dlatego trzeba go stanowczo zachęcić, żeby znowu je regularnie przyjmował. Gdyby jednak nie usłuchał albo gdyby mimo wszystko dochodziło do zakłóceń spokoju, konieczne może się okazać zabronienie mu przychodzenia na zebrania i wyruszania do służby polowej, chodzi bowiem o zachowanie porządku (1Korytnian 14:40). Starsi powinni mu życzliwie wyjaśnić, że nie został uznany za niewiernego, tylko sama choroba ogranicza zakres jego działalności. ’Bóg nie jest niesprawiedliwy, żeby miał zapomnieć o jego pracy’; na pewno rozumie On ograniczenia takiego sługi (Hebrajczyków 6:10). Dopóki jego stan się nie poprawi, dużą pomoc w zachowaniu usposobienia duchowego mogą stanowić regularne wizyty pasterskie.


Wydania „Strażnicy”, w których można znaleźć artykuły poruszające sprawy związane z tematem:


PSYCHICZNE ZABURZENIA


co mogą zrobić starsi 89 1.2 26,27
gdy chrześcijanin cierpi 89 1.2 25–29
leczenie 89 1.2 28,29
nękani przez demony 89 1.2 27,28
pomaganie rodzinie chorego 89 15.3 24
słowa duchowe dla cierpiących 89 15.3 21–24
starsi skorzy do słuchania 89 15.3 21
udzielanie pomocy „bez wypominania” 89 15.3 22,23
zebrania i służba polowa 89 15.3 23,24
----
Jehowa troszczy się o chorych umysłowo 84/12 25–28


.jb

#39 pawdob7

pawdob7
  • Gadu-Gadu:4734141
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-01-22, godz. 20:09

Co do ewentualnego zakazu chrztu osób chorych psychicznie – sądzę, że jest to raczej kwestia decyzji starszych zboru, którzy może z jakiegoś powodu odbierają taką osobę jako zbyt kłopotliwą albo nie dość gorliwie czy poważnie podchodzącą do spraw duchowych.

Jeśli jest tak jak piszesz, to w przypadku mojej siostry wykluczam brak gorliwości. Przypuszczam, że obawiają się kłopotów. Chyba jednak wolą nie psuć sobie PR-u.

Chorzy psychicznie, to nie osoby z niedorozwojem. Wręcz przeciwnie, często są to jednostki bardzo inteligentne, wrażliwe, uzdolnione. Choroby psychiczne dotyczą tej sfery funkcjonowania umysłu, która odpowiada za emocje. Kiedyś w TV usłyszałem z ust jakiegoś profesora bardzo mądre słowa, że miarą cywilizacji społeczeństw jest dbałość o chorych psychicznie i onkologicznie. Coś w tym jest - to rzeczywiście osoby bezbronne, wymagające szczególnej troski i wrażliwości.

W tym kontekście odcinanie się starszych zboru od np. schizofreników mogłoby świadczyć właśnie o niskim poziomie cywilizacyjnym. Choć z drugiej strony zacytowany przez Ciebie fragment Strażnicy świadczyłby jednak, że i WTS zrobił duży krok naprzód. Pamiętam bowiem z młodości przypadek gorliwego, zasłużonego dla organizacji wuja ( starszy zboru ), który w późniejszym wieku "zbzikował" i w upalne lato straszył turystów na kołobrzeskiej plaży Armagedonem. Było to wtedy szeroko komentowane. Wuja wykluczono. Za co? Tego nie wiem. Ale wiem, że zawsze ta historia trąciła mi dyletanctwem nadzorców i zwyczajnym ludzkim kure..stwem.

#40 pawdob7

pawdob7
  • Gadu-Gadu:4734141
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 2010-03-01, godz. 19:52

W nawiązaniu do tematu"

Ewa Smetaniuk napisała w artykule Funkcjonowanie dzieci Świadków Jehowy w środowisku szkolnym:

Ciągłe wycofywanie się z życia społecznego, szkoły, klasy, do której uczęszcza dziecko prowadzi do jego alienacji. Prowadzi to do swoistego naznaczenia, stygmatyzacji dziecka Świadków Jehowy. Dziecko żyje w ciągłym napięciu, niepewności, czy nie zrobiło czegoś nie zgodnego z „jego” sumieniem. Jeśli dochodzi do „przewinienia” pojawia się poczucie winy, co w połączeniu z częstym odrzuceniem przez rówieśników może być katastrofalne w skutkach (...) Prowadzi to często do tego, że są to dzieci bardzo samotne, odrzucone przez środowisko rówieśnicze (...) Konkludując, należy uznać środowisko wychowawcze (tworzone przez zaangażowanych Świadków Jehowy) za odzwierciedlenie instytucji totalitarnej. Dzieci Świadków Jehowy nie mają, więc dużych szans na szczęśliwe doświadczenie dzieciństwa, okresu dorastania oraz na rozwój dojrzałej osobowości. Od najwcześniejszych lat są one, wprowadzane (często zmuszane) w rutynę życia organizacyjnego. Jednocześnie zgodnie z zaleceniami Towarzystwa, izoluje się je od środowiska rówieśników co prowadzi do różnorodnych konfliktów ze światem zewnętrznym.. Dlatego, już jako dzieci, potem jako dorośli - nierzadko wymagają specjalistycznego wsparcia psychologicznego lub psychiatrycznego.

Co prawda niczego to nie dowodzi w kwestii schizofrenii, ale trudno dyskutować z przytoczonymi argumentami. Tak niestety i ja postrzegam moje i mojej siostry dzieciństwo. Na szczęście instynkt przetrwania sprawił, że wypracowałem mechanizm "podwójnego życia", który okazał się dla mnie zbawienny. I nie chodzi tu o to, że poza widokiem się łajdaczyłem. Potrafiłem po prostu odczuwać prawdziwy lęk i smutek przed Armagedonem, by za chwilę cieszyć się dziecięcymi radościami.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych