Skocz do zawartości


Zdjęcie

Dzieci-głosiciele


  • Please log in to reply
143 replies to this topic

#21 słowiczek

słowiczek

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 114 Postów
  • Lokalizacja:Polska

Napisano 2007-06-21, godz. 15:58

Witam po długiej nie odecności.

Widzę że problem z krawatami i kurtki zakrywające krawaty byly bardzo popularne. Pamiętam że jak miałem ok 10 lat(zostałem wychowany w religi ŚJ) to zabierano mnie do służby(głownie mama) to zawsze byłem podekscytowany samym dzwonieniem do drzwi. Za młodu niemogłem doczekać sie głoszenia i mówieniu i religii prawdziwej, ale jak przyszło mi to czynić w wieku 16-18 lat to zaczeły sie progi. Unikałem terenów na których można było spotkac znajomych, a na moim osobisty terenie miałem dwa domu gdzie mieszkały znajome mi osoby i zawsze jak się szło z kimś na mój teren to się unikało tych domów, ale czasami ze starszym trza było iść.. niestety trafiając na znajomych.
Sadze ze wiekszośc z rodzin Świadków w wieku 10-13 lat z checia wyrusza głosiąć, ale potem przychodzi etap ze się zmienia swoje podejście. Również zebrania byly dla mnie katorga w młodym wieku zwłaszcza w lecie jak trza było iśc z teczka i pod krawatem na sale mijajać po drodze multum znajomych i widząć ich uśmiech ba twarzy i słyszeć się dało szepty, poprostu zachęcało to do chodzenia na sale.

ale z wiekiem się zmieniło moje podejscie do każdej sprawy chociaż jeszcze nie dawno starałem sie głosić i być gorliwym w jakimś stopniu aby wypełniać wole niewolnika....

#22 rikibaka

rikibaka

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 142 Postów
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 2007-06-22, godz. 16:03

Starsi zboru zrobili ze mnie głosiciela gdy miałem chyba 12 lat. Wraz z tym niechcianym przywilejem pojawił się koszmar chodzenia po domach i składania z tego sprawozdań miesięcznych. Chyba nigdy nie bolało mnie to, że muszę gdzieś chodzić na zebrania podczas gdy inni np graja w piłkę. Bolał raczej fakt bezsensu sytuacji: ja dziecko 12-15 letnie, z wyglądu młodsze jeszcze ze trzy lata mam chodzić po domach do dorosłych ludzi i ich pouczać. Czułem że to jest absurdalne, jednocześnie jednak dałem sobie wmówić że jest to w 100% słuszne, konieczne, ze to jeden z najważniejszych celów jaki powinien sobie stawiać człowiek. Ten okres życia wspominam jako koszmar (do głoszenia dochodzą jeszcze krótkie przemówienia w zborze czy jak to zwał) a całą procedurę prania dzieciom mózgu podejrzewam ze można przyrównać do molestowania. Po prostu gwałt na psychice dziecka.

#23 brooklyn_hunter

brooklyn_hunter

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 464 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Sidarpointohajo

Napisano 2007-06-22, godz. 18:29

Dołączona grafika

Dołączona grafika
---------------------------------------------------------------------------------

"Wśród SJ, wszyscy mówią o "prawdzie", ale nikt jej nie może (do końca) powiedzieć..."
"Żeby do zródła dotrzeć, trzeba pod prąd popłynać."
"Kto choć raz zajrzał za kulisy, ten już dłużej nie zadowoli się fasadą."
"Z kłamstw, w które uwierzymy, stają się prawdy, z którymi żyjemy."
"Nikt nie jest tak ślepy jak ten, który nie chce widzieć."
"W każdej religii są owce i pasterze, ale tylko owce są dojone, strzyżone i zarzynane, pasterze nie..."





#24 Ladybird

Ladybird

    Początkujący (1-50)

  • Członkowie
  • Pip
  • 52 Postów
  • Lokalizacja:Szczecin

Napisano 2007-06-22, godz. 21:23

Głosząc z mężem, zabieraliśmy w służbę naszego kilkuletniego syna. Wtedy zauważyłam, że ludzie wtedy są przeważnie 'grzeczniejsi': nie są agresywni (a w latach 80 było to nagminne), nie bluzgają, a nawet z grzeczności przyjmują czasopisma wręczane przez dziecko, żeby mu nie zrobić przykrości. Biliśmy 'rekordy' rozpowszechniania czasopism.
Jednak nie wszyscy byli tak wyrozumiali i zdarzyło się, że ktoś zaczął wykrzykiwać, że takie małe dziecko ze sobą "ciągają", albo że głosimy nielegalnie (ŚJ nie byli wtedy oficjalnie zarejestrowanym związkiem wyznaniowym) i że zaraz zadzwonią na milicję.
Dopiero wtedy zrozumiałam jak bezmyślne i nieodpowiedzialne jest zabieranie dzieci do takiej 'służby'. Przecież dzwoniąc do zupełnie nie znanych mieszkań, można się spodziwać każdej reakcji. Można spotkać osoby niepoczytalne, nieobliczalne albo pijane. Ile razy przecież wykrzykiwano zza drzwi: "zaraz wrzątkiem was obleję", albo: "zaraz was z tych schodów zrzucę". Spełnienie groźby to jedno ryzyko, a drugie to sam uraz psychiczny i stany lękowe na jakie może być narażone dziecko.
Nie wiem jak jest teraz, czy ludzie stali się bardziej 'cywilizowani' albo przyzwyczaili się do regularnych wizyt 'głosicieli'?
Prawdomówny świadek nie kłamie, kłamstwa szerzy świadek fałszywy (Prz 14:5)

#25 Olo.

Olo.

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 1937 Postów

Napisano 2007-06-22, godz. 21:56

Dołączona grafika

Serce się kraje. :huh:
Patrzeć na świat przez google, czy własnymi oczami? Oto jest pytanie.

#26 edd

edd

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2081 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:localhost

Napisano 2007-06-26, godz. 13:05

[...]
No cóż, moja wewnętrzna alienacja przyszła dosyc szybko i już w wieku 12-13 lat głosiłem na siłę. Najchętniej z rówieśnikami lub trochę starszą młodzieżą, nieoficjalnie na tzw. "spacerkach".
Niestety ojciec uparł się, że co niedziela będziemy razem głosić. Żeby mnie dobrze wyszkolić wziął teren obok podwórka na którym było boisko i chłopaki już z rańca - po teleranku - grali w piłkę, a ja akurat szedłem ze zbiórki w wieśniackim garniturku. Na dodatek w tym bloku mieszkało jak na złość najwięcej moich kumpli, więc ci którzy akurat nie byli na dworzu mogli mnie podziwiać "w akcji" :) Niektórzy to olewali, ale mniej więcej połowa zachowywała się jak na każde nastoletnie dziecko przystało :)
Ile ja się "jehowych" nasłuchałem.

Każde niedzielne przedpołudnie było dla mnie koszmarem.



[...]
Kiedy zacząłem "głosić" - nie pamiętam (cudzysłów celowy, bo nie można tego uznać za głoszenie). Rodzice zabierali mnie "w pracę" od bardzo wczesnego dzieciństwa. Do przyjemniejszych wspomnień na pewno należą wyjazdy na "tereny oddalone", mimo że nie zawsze bywało tam swojsko i bezpiecznie. A w PGR-ach lepiej było wcale się nie pojawiać.
W typowej "pracy" bywało już znacznie gorzej. Pamiętam zacienione klatki schodowe, chamstwo, tysiące schodów i tę nadzieję, że gdy się zadzwoni do drzwi, to może nikogo nie będzie w domu... Mówię o sobie - przymuszanie do głoszenia przychodziło mi z wielkim trudem, zwłaszcza jeśli była sobota, a koledzy w tym czasie grali w nogę. Dla mnie był to ogromny stres i wysiłek - głównie psychiczny.
Trzeba dodać, że w zborze panowała presja, a dzieci również powinny były "świecić przykładem". Zwłaszcza jeśli były dziećmi osoby na przywileju. Dlatego rodzice w zasadzie nie mieli większego pola manewru - chąc nie chąc, zabierali dzieciaki "na głoszenie".
Dla mnie osobiście były to na tyle silne przeżycia, że choć już jestem starym koniem, do dziś pamiętam zbiórki i głoszenie z czasów, gdy miałem 5-6 lat. Pamiętam nawet wygląd klatek schodowych, jakieś szczegóły mieszkań. To o czymś świadczy. I nie ma w zasadzie w tym niczego dziwnego. Oto dziecko zostaje oderwane od naturalnego środowiska i rzucone w jakiś mikrokosmos, którego nie rozumie. A to zostaje na całe życie...



[...]
O rany, to właśnie było najgorsze - wstyd przed równieśnikami :( . Zabrzmi to może dziwacznie, ale to były inne czasy, a "jehowi" byli postaciami niczym z innej galaktyki. Ja również brałem tereny jak najbardziej oddalone od miejsc, w których mieszkali moi szkolni koledzy; najlepiej kilka przystanków autobusowych dalej. Przyłapywałem się na różnych paranojach - musiałem dokładnie wiedzieć, kto i gdzie mieszka, żeby przypadkiem na niego nie natrafić podczas głoszenia. A to była niemała gimnastyka. Tak samo orientowałem się w zborze, kto ma jaki teren i starałem się nie chodzić w pracę z tymi, którzy głosili w "zagrożonym" rejonie. Niektóre paranoje były dość wesołe - np. swego czasu byłem miłośnikiem kurtek z kołnierzami-stójkami. Dlaczego? Bo jak się je zapięło szczelnie pod szyją, to zasłaniały krawat :) Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu.
[...]

Hahaha doslownie jakbym czytal swoje wlasne przezycia :) :lol: :ph34r:
Fryderyk Nietzsche
"W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?"

#27 jb

jb

    ^o^

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPip
  • 4057 Postów
  • Płeć:Female
  • Lokalizacja:Polska

Napisano 2007-07-09, godz. 00:21

W nawiązaniu do tematu:

Wczoraj na forum JWD pewien użytkownik zrelacjonował historię usłyszaną od nadzorcy okręgu: trzylatek chciał zostać nieochrzczonym głosicielem. Grono starszych uznało, że w takim razie powinien radzić sobie z czytaniem, więc kiedy rodzice pomogą mu w pracy nad uzyskaniem tej umiejętności, to jako czterolatek będzie mógł już przystąpić do głoszenia.

To, że rodzic zabiera małe dziecko do służby i ono potem biernie w niej uczestniczy, można zrozumieć. Ale żeby coś takiego?
.jb

#28 Czesiek

Czesiek

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 5701 Postów
  • Lokalizacja:Szczecin

Napisano 2007-07-14, godz. 15:21

W nawiązaniu do tematu:

Wczoraj na forum JWD pewien użytkownik zrelacjonował historię usłyszaną od nadzorcy okręgu: trzylatek chciał zostać nieochrzczonym głosicielem. Grono starszych uznało, że w takim razie powinien radzić sobie z czytaniem, więc kiedy rodzice pomogą mu w pracy nad uzyskaniem tej umiejętności, to jako czterolatek będzie mógł już przystąpić do głoszenia.

To, że rodzic zabiera małe dziecko do służby i ono potem biernie w niej uczestniczy, można zrozumieć. Ale żeby coś takiego?

Jeśli od tego ile się głosi jest zależne czy się podoba Bogu i przeżyje armagedon to nic dziwnedo, że to dziecko chce być głosicielem.
Czesiek

#29 jb

jb

    ^o^

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPip
  • 4057 Postów
  • Płeć:Female
  • Lokalizacja:Polska

Napisano 2007-07-14, godz. 15:30

Tak, masz rację.

BTW: w takiej sytuacji przestają też dziwić tego typu relacje nie-świadków:

a propos wychowywania w wierze... Byłam ostatnio u znajomych, którzy są wiernymi świadkami Jehowy. Mają wnuczkę, która mieszka z nimi (jej rodzice <tata małej tez był świadkiem, jednak odszedł od tej społeczności..> tez, ale główną pieczę nad małą objęli dziadkowie, co jest wygodne dla młodych, bo mają dużo luzów nie musząc zajmować sie dzieckiem).Dziewczynka ma niecałe 6 lat. Rozmawiałyśmy na temat pieska, który umarł niedawno jej sąsiadom. Mała do mnie z tekstem: 'a wiesz, że Ty tez umrzesz?' ja na to: 'wiem.' na co ona: 'ale ty umrzesz w armagedonie, bo nie chodzisz na spotkania' w życiu nie widziałam dziecka z tak wypranym mózgiem..

(z Forum Tczewa)


.jb

#30 Emka

Emka

    Forumowicz (51-500)

  • Członkowie
  • PipPip
  • 164 Postów
  • Płeć:Female
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 2008-02-10, godz. 18:35

Głoszenie było, jak widzę, niezłą traumą dla większości wychowanych "w prawdzie" :P

U mnie też tak było. Pomijając pierwsze podejście do aktywnego głoszenia - miałam sześć lat, drżącym głosem wydukałam wyuczony wstęp do jakiegoś gburowatego pana, który trzasnął drzwiami - które skończyło się tym, że na parę lat dano mi spokój, to kiedy w końcu musiałam zacząć regularnie chodzić (tak, mnie też nie pozostawiono wyboru), to było koszmarnie... Też miałam bóle brzucha z nerwów, czasem udało się nawet czymś takim wykręcić. Kiedy już szłam głosić, najczęściej z mamą, zwykle ograniczałam się do potulnego odczytywania wersetów i wygłaszania wstępów. Potem zdarzało mi się umawiać z nieco starszą młodzieżą, ale byli to ludzie z dość hermetycznej grupki w naszym zborze, do której nigdy nie miałam należeć - jak się później dowiedziałam, mój ojczulek nie był zbyt lubianą osobą (nie żebym się dziwiła) i wiele dzieciaków w naszym zborze miała tłuczone do głowy, że jesteśmy ogólnie dziwną rodziną i lepiej się z nami nie zadawać. Wtedy też głoszenie nie sprawiało mi żadnej przyjemności, robiłam to mechanicznie i praktycznie bez żadnych owoców. Nie myślałam wtedy jednak o jakichś doktrynalnych niezgodnościach, przeszkadzało mi po prostu to, że muszę robić coś, czego nie lubię, do czego się nie nadaję, i co mnie w ogóle średnio obchodzi.

Tak mi teraz przychodzi do głowy mała refleksja - wydaje mi się, że u wielu dziewcząt wychowywanych w prawdzie, które się później "buntują", zabijana jest kobiecość. Ja na przykład też bardzo długo nie mogłam się przekonać do spódnic. Dopiero po jakimś czasie je polubiłam. Ale nigdy nie noszę tych okropnych, wąskich, w barwach ochronnych i za kolano - muszą być albo krótkie, albo przynajmniej długie i kolorowe, cygańskie z wyglądu, bo takie też są niemile widziane w zborze - bo są mało skromne. W ogóle teraz, kiedy już się uporałam z poświadkową traumą, zawsze pilnuję, żeby mój ubiór był jak najbardziej nieskromny i rzucający się w oczy - w końcu KAŻDA kobieta z natury lubi błyszczeć i przyciągać uwagę, a CK usiłuje wszystkie babeczki zamundurować i uczynić z nich szare kurki. Nigdy w życiu nie ubiorę się już na beżowo ani granatowo. Brrrr, aż mnie na samo wspomnienie odrzuca. :wacko:
"When the war of the beasts brings about the world’s end
The goddess descends from the sky."

#31 tomasson19

tomasson19

    Początkujący (1-50)

  • Członkowie
  • Pip
  • 82 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:Szczecin

Napisano 2008-02-12, godz. 10:35

Dzieci-głosiciele mają zmarnowane dzieciństwo krótko mówiąc. Cały czas wpaja im się bzdury, żeby nie zadawać się z rówieśnikami, bo to "świat". Niczego im nie wolno, oprócz jakże zaszczytnych przywilejów, jak głoszenie, czy sprzątanie sali.
Rozrywka - owszem, ale tylko w gronie współbraci ; żadne wyjścia z kolegami nie wchodzą w grę, bo przecież to "złe towarzystwo".
Proponuję, aby ci wielcy inteligenci, którzy szerzą takie absurdalne i irracjonalne poglądy zastanowili się, jaki wywiera to wpływ na umysł młodego człowieka. Wszystko to skutkuje tym, że taki cżłowiek ma później ogromne problemy w życiu - ma problemy w komunikacji interpersonalnej, trudno mu znależć przyjaciół, ma poczucie winy,boi się, itp. Z drugiej strony nic w tym dziwnego, skoro cały czas był izolowany i znajdował się tylko w hermetycznej grupie, nie mająć prawie żadnej styczności z realnym światem.
Warto spojrzeć na tą sprawę pod tym kątem i zauważyć, że zmuszanie dzieci do praktyk religijnych - wbrew ich woli - przynosi później opłakane skutki.

#32 Padre Antonio

Padre Antonio

    Ateista

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2291 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-12, godz. 12:26

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzieci to robią ... hmm ... w pewnym sensie dobrowolnie. Jednak nie z miłości do Boga czy z umiłowania innych ludzi (to ma być podobno ta główna pobudka - miłość do bliźnich), tylko dlatego, że tego oczekują rodzice. Idziesz na głoszenie - mama i tata się cieszą. Czytasz z biblii - pan Cię słucha, dajesz traktat - człowiek bierze. Koszmar zaczyna się wtedy, gdy dochodzi do wewnętrznej walki z samym sobą.
Wstyd, brak zrozumienia, uczucie alienacji tłumaczone jest jako coś złego, szatańskiego z czym trzeba walczyć i tutaj leci przykład Szadraha, Meszaha i Abed-Nega. Młody człowiek jest rozerwany między tym co dla niego naturalne, a tym co karzą mu robić, czy myśli że robienie tego jest słuszne. W swoim życiu spotkałem sie może z kilkoma osobami, którzy chętnie głosili kolegom, chodzili z rodzicami na głoszenie, etc. ale dzisiaj mają po około 30 lat i mózgi tak wyprane, że są praktycznie fanatykami. Niezbyt zaradni w życiu (tłumaczą to sobie służbą dla boga), uzależnieni od rodziców i Strażnicy, podczas rozmowy z nimi najczęściej można usłyszeć cytaty z publikacji odnośnie "zaleceń" w jakieś kwestii. Na zebraniach są praktycznie z automatu brani do pokazów i doświadczeń odnośnie służby dla boga od niemowlęcia, błogosławieństwach ze służby i przeciwnościach z jakimi się spotykali. Jak z jednym z takich rozmwiałem o tatrach to powiedział mi, że (cytuję z pamięci) "Jehowa wszystko dokładnie przewidział zsyłając potop,; zniszczyl niegodziców i sprawił, że wypiętrzyły sie takie piękne góry ... " Ręce opadają ...
"Jeśli dojdziesz ostatecznie do tego, że nie ma Boga, zachętą do cnoty i odwagi niech będzie dla ciebie radość i przyjemność, jaką dawało ci samo myślenie, i miłość innych, którą ci ono zapewni" Thomas Jefferson

#33 Noc_spokojna

Noc_spokojna

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 3033 Postów
  • Płeć:Female

Napisano 2008-02-12, godz. 13:45

"Jehowa wszystko dokładnie przewidział zsyłając potop,; zniszczyl niegodziców i sprawił, że wypiętrzyły sie takie piękne góry ... " Ręce opadają ...

:blink: Kurcze blade.. <_< , to góry wypiętrzyły się po potopie ???
Wprowadzono mnie w błąd, :angry: ucząc, że wypiętrzyły się w erze paleozoicznej, i że chyba w permie, to już był łańcuch górski.

Nie ma po co chodzić do szkoły <_< , kłamstwo, fałsz i kłamstwo :angry: .

Pozdrawiam cieplutko

Dosia

#34 qwerty

qwerty

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2138 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-12, godz. 13:57

Własnie Padre, Swiadkowie powinni pójść po rozum i starać się aby ich dzieci WIERZYŁY W BOGA, wtedy wszystko byłoby oki, problemem i błędem juest to, że nie potrafią tego robić, myśląć że gnanie dzieci na wszystkie spotkania i co drugą zbiórkę odwali za nich robotę wychowania w prawdzie.
Wiem z autopsji, że nie tędy droga, gdyby mnie nauczyli wierzyć w Boga byłabym dziś szczęśliwym świadkiem bez problemów i z celem w życiu, "zaganianiem" na zebrania i zbiórki zakazywaniem itd wychowali ateistkę........
A co do tematu, też nie lubiłam głosić, wstyd się przyznać, ale jak ktoś nie chciał mnie słuchac, miałam nadzieję, że szlag go zaraz trafi, i prosiłam aby armagedon przyszedł natychmiast aby się wszyscy przekonali kto ze swiadkowie maja racje.......
nie potrafiłam uwierzyć.......

#35 Padre Antonio

Padre Antonio

    Ateista

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2291 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-12, godz. 15:29

Faktycznie qwerty, wśród ŚJ-wy występuje stadnie hodowla dzieci w religii świadków Jehowy, a nie wychowywanie wierzących i kochających Boga chrześcijan. No ale czegóż spodziewać się po trzodzie pasanej prez pastucha niewolnika samozwańca ...
"Jeśli dojdziesz ostatecznie do tego, że nie ma Boga, zachętą do cnoty i odwagi niech będzie dla ciebie radość i przyjemność, jaką dawało ci samo myślenie, i miłość innych, którą ci ono zapewni" Thomas Jefferson

#36 brat_jaracz

brat_jaracz

    Nadzorca widnokręgu ;-)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 3225 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-12, godz. 21:17

Faktycznie qwerty, wśród ŚJ-wy występuje stadnie hodowla dzieci w religii świadków Jehowy, a nie wychowywanie wierzących i kochających Boga chrześcijan. No ale czegóż spodziewać się po trzodzie pasanej prez pastucha niewolnika samozwańca ...



Posługując się tą nomenklaturą, to istnieje jeszcze rywalizacja "między hodowcami". Pisałem już o tym niegdyś: "Twój Pawełek nie jest jeszcze głosicielem? No popatrz, a mój Mateuszek już od 2 lat zdaje owoc" <_<
Wszystko to napędza (nomen omen) OWCZY pęd ku... No właśnie... Ku czemu...?
"W świecie panuje skłonność do odrzucania przewodnictwa. (...) W organizacji Bożej nie ma ducha niezależnego myślenia, a ponadto naprawdę możemy ufać tym, którzy nam przewodzą".
Strażnica z 15 września 1989, s. 23.


"Każdy może krytykować, a (...) dopuszczenie do krytyki to nikomu nie podoba się. Dlatego, mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie (...)".
"Rejs"

#37 Padre Antonio

Padre Antonio

    Ateista

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2291 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-13, godz. 08:03

Posługując się tą nomenklaturą, to istnieje jeszcze rywalizacja "między hodowcami". Pisałem już o tym niegdyś: "Twój Pawełek nie jest jeszcze głosicielem? No popatrz, a mój Mateuszek już od 2 lat zdaje owoc" <_<
Wszystko to napędza (nomen omen) OWCZY pęd ku... No właśnie... Ku czemu...?


Ku niczemu. Efektem jest kolejna osoba w statystyce, nie ważne czy szczęśliwa czy nie. Ważne, że jest.
"Jeśli dojdziesz ostatecznie do tego, że nie ma Boga, zachętą do cnoty i odwagi niech będzie dla ciebie radość i przyjemność, jaką dawało ci samo myślenie, i miłość innych, którą ci ono zapewni" Thomas Jefferson

#38 edd

edd

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2081 Postów
  • Płeć:Male
  • Lokalizacja:localhost

Napisano 2008-02-13, godz. 08:49

Ku niczemu. Efektem jest kolejna osoba w statystyce, nie ważne czy szczęśliwa czy nie. Ważne, że jest.

Gdyby nie to nie mozna by odnotowac tak duzego wzrostu :P bo m oim zdaniem nie kto inny jak dzieci SJ stanowia conajmniej 50% ochrzczonych. Popatrz chocby na zgromadzenia letnie ile to dzieciakow leci do basenu. Gdyby nie to osoby odchpdzace/wykluczone i zwykla smierc zahamowala by wzrost albo nawet odnotowala spadek.
Fryderyk Nietzsche
"W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?"

#39 Padre Antonio

Padre Antonio

    Ateista

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2291 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-13, godz. 09:47

Gdyby nie to nie mozna by odnotowac tak duzego wzrostu :P bo m oim zdaniem nie kto inny jak dzieci SJ stanowia conajmniej 50% ochrzczonych. Popatrz chocby na zgromadzenia letnie ile to dzieciakow leci do basenu. Gdyby nie to osoby odchpdzace/wykluczone i zwykla smierc zahamowala by wzrost albo nawet odnotowala spadek.


Dokładnie, na ostatnim zgormadzeniu w Ursusie połowa biorących chrzest była w wieku <15 lat. Napewno to dojrzali duchowo, w pełni świadomi swojej decyzji i konsekwencji, bogobojni i odpowiedzialni młodzi ludzie.
"Jeśli dojdziesz ostatecznie do tego, że nie ma Boga, zachętą do cnoty i odwagi niech będzie dla ciebie radość i przyjemność, jaką dawało ci samo myślenie, i miłość innych, którą ci ono zapewni" Thomas Jefferson

#40 qwerty

qwerty

    Elita forum (> 1000)

  • Członkowie
  • PipPipPipPip
  • 2138 Postów
  • Płeć:Male

Napisano 2008-02-13, godz. 11:17

i dlatego przydałyby się jakieś regulacje prawne, że wolność sumienia i wyznania ale dopiero po osiągnieciu 18 lat. A do tej pory rodzicom wolno wychowywać ale dany człowiek nie może zostać członkiem wyznania. Choć powinno to dotyczyć tylko tych wyznań z których późniejsze wyjście wiąże się z powaznymi konsekwencjami, bo nie słyszałam aby za opuszczenie Kościoła Rzymskokatolickiego spotkały kogoś jakieś poważne konsekwencje. Ciężko byłoby przewalczyć tradycję chrzcin małego dziecka....... Ale wielu młodych Swiadków, którzy przyjmują chrzest zanim jeszcze są wstanie MYŚLEĆ samodzielnie,w późniejszym czasie musi cierpieć, albo prowadząc podwójne życie, albo decydując się na odejście - zerwanie kontaktów z najbliższymi i przyjaciółmi....... TAK ŹLE I TAK NIEDOBRZE. No ale CK NAPEWNO SIĘ NIE ZDECYDUJE NA ustaleniejakiegoś wieku, bo znacznie spodłyby im statystylki...... a tysiącami młodzych ludzi, którzy udają sj nikt się nie przejmuje, z czasem może się przyzwyczają :)
nie potrafiłam uwierzyć.......




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych